Zielonogórscy radni uchwalili kolejny bubel prawny. Od stycznia autobusami MZK nie mogą podróżować niepełnosprawni na wózkach elektrycznych. Dla wielu z nich oznacza to rezygnację z zajęć z rehabilitacji
Patrycja Nowaczyk z Zielonej Góry na co dzień porusza się na wózku elektrycznym. Tradycyjny, ręczny wózek nie wchodzi w grę, bo Patrycja nie ma sprawnych rąk. - Teraz szykuję się do pracy, najpierw zrobię praktyki, a potem będę pracować w biurze - zapowiada. Stara się być samodzielna. Dotychczas jeździła po mieście autobusami MZK. Teraz dowiedziała się o zakazie.
- Koło basenu przy ul. Wyspiańskiego zaczął rozładowywać mi się akumulator wózka. Koleżanka i kolega chcieli pomóc mi wejść do autobusu. Kierowca MZK nie tylko nie spuścił pomostu dla wózków, ale krzyczał, że nie mogę wsiąść, bo jest zakaz jeżdżenia takimi wózkami. Wróciliśmy do domu na pieszo - opowiada Patrycja.
Wózkiem nie pojedziesz
Od tamtej pory dziewczyna nie może też jeździć na zajęcia z hipoterapii w Przylepie.
- Dlaczego nie jeździsz na zajęcia busem, przecież jest specjalny transport dla niepełnosprawnych - pytam. - Busy trzeba zamawiać z czterodniowym wyprzedzeniem i termin nie zawsze jest wolny. Poza tym taki przejazd do Przylepu to co najmniej 20 zł - wyjaśnia Patrycja.
W styczniu br. zielonogórscy radni przegłosowali nowy regulamin MZK. Jeden z punktów zabrania przewozu samojezdnych wózków inwalidzkich. Barbara Langner, dyrektor zielonogórskiej komunikacji wyjaśnia, że przepis wprowadzono ze względu na bezpieczeństwo pasażerów. - Wózek z napędem samojezdnym waży ok. 100 kg. Jeżeli doszłoby do gwałtownego hamowania, taki ciężki wózek może stanowić dla pasażerów poważne zagrożenie - komentuje Langner. Twierdzi, że nie zamierza dyskryminować niepełnosprawnych. - Do każdego przypadku podchodzimy indywidualnie. Jeżeli wózek będzie miał odpowiednie parametry, jesteśmy gotowi wydać imienne upoważnienie - mówi.
Z prośbą o zajęcie się sytuacją Patrycji już w styczniu zwróciła się do MZK Anna Konopska, szefowa Ośrodka Terapii Zajęciowej. - Zamierzaliśmy rozpatrzyć ten przypadek, potrzebne były nam jednak parametry wózka. Niestety do dziś ich nie otrzymaliśmy - mówi Langner.
Arkadiusz Wasiel, z Towarzystwa do Walki z Kalectwem, który sam porusza się na wózku elektrycznym uważa jednak, że nowy przepis uderza w niepełnosprawnych. - Każdy wózek może najechać komuś na stopę. Ja jeżdżę zwykłym wózkiem ręcznym i elektrycznym. Dotychczas nie spotkałem się z sytuacją, aby ktoś został poszkodowany przez osobę na wózku. Pamiętam jak półtora roku temu jechałem w zatłoczonym autobusie na koncert do Przylepu. Oprócz mnie widziałem inne osoby na wózkach elektrycznych. Nikomu nic się nie stało. Oczywiście wózki elektryczne są różnego rodzaju. Są tzw. skuterki i nimi faktycznie można przemieszczać się po mieście. Zwykłym niewielkim wózkiem nie przejedziemy z jednego końca miasta na drugi. Bateria tego nie wytrzyma - wyjaśnia.
"Groszowe" przejazdy
Część organizacji broniących praw niepełnosprawnych nie chce zabierać głosu. Marta Rogalińska, szefowa Centrum Integracja uważa, że dziewczynie nie odmówiono pomocy. Według niej, niepełnosprawni mogą korzystać ze specjalnych busów, bo tego typu transport to "groszowe sprawy".
Wiceprezydent miasta Wioleta Haręźlak nie widzi złych stron przepisu. - Niepełnosprawni mogą poruszać się busami. Jeżeli jednak faktycznie problem dotyczy osób, które często korzystają z miejskiej komunikacji, to możemy się zastanowić nad zmianą zapisu lub nad zwiększeniem środków na przewóz osób na wózkach. Do mnie nie dotarły żadne sygnały o tym, że niepełnosprawni skarżą się na koszty transportu. Zrobimy rozeznanie i w razie potrzeby wprowadzimy zniżki - zapewnia Haręźlak.
Transport niepełnosprawnych na terenie Zielonej Góry prowadzi firma Sylwii Lembowicz. Jednorazowy przewóz to kwota 5-7 zł, za transport powyżej 5 km zapłacimy 10-14 zł. Za bagaż trzeba zapłacić dodatkowe 3 zł. Abonament miesięczny to 150 zł, czyli ok. jednej trzeciej renty inwalidzkiej.
- Nie zdawałam sobie sprawy, że te przejazdy są tak drogie - mówi zaskoczona Grażyna Jaskólska, radna PiS. - Prezydent powinien był nam przedstawić wszystkie zmiany, jakie MZK zamierzał wprowadzić od początku roku w przejrzysty sposób, wówczas na pewno nie przeoczylibyśmy tego zapisu - twierdzi.
Edward Markiewicz, radny lewicy i szef komisji zdrowia również jest zdziwiony. W styczniu głosował za zmianą regulaminu MZK. - W tym wypadku zaufaliśmy dyrekcji MZK, która stwierdziła, że wózki są niebezpieczne. Sądziłem, że dyrekcja konsultowała się z kimś w tej sprawie. Trzeba zażądać opinii eksperta. Jeżeli wynikać będzie z niej, że tego typu wózki nie stanowią zagrożenia dla pozostałych pasażerów, cofniemy zapis - proponuje Markiewicz.
Ojciec Patrycji, Lech Nowaczyk nie może zrozumieć, jak radni mogli uchwalić zapis, nie zastanawiając się nad konsekwencjami. - W mieście znikają bariery architektoniczne. W tym wypadku jednak utrudnili córce życie.
| « poprzednia | następna » |
|---|






